Czasami są takie dni, w których chciałoby się gdzieś pojechać, niezbyt daleko, tak po prostu, na wyjście, spacer albo zwykłe połażenie po lesie. I najlepiej w miejsce, w którym nas jeszcze nie było. Szczególnie w czasie, kiedy odwiedził nas wujo Antoni, stały mieszkaniec suwalskiej krainy i miłośnik pieszych wędrówek. Jadąc wspólnie samochodem, próbowaliśmy w pośpiechu znaleźć miejsce, w niedalekiej odległości, do 40km od naszego aktualnego miejsca. Najlepiej jakby po drodze można byłoby coś jeszcze odwiedzić, cerkiew, stary drewniany kościół lub inny relikt dawnych czasów. Wszyscy jesteśmy miłośnikami starej, drewnianej architektury. Ma swoje uroki i wdzięki, a takie perełki, zawsze znajdują się w ciekawych miejscach. Po kilku pomysłach i szybkim sprawdzeniu mapy, wybór padł na wieżę widokową na Jaworzu. Wszyscy o niej słyszeliśmy, ale nikt z nas tam jeszcze nie był. Renata ustaliła kurs i ruszyliśmy w Beskid Niski w Górach Grybowskich.
Wolnym krokiem na szczyt Jaworza
Z zaparkowaniem nie było większego problemu. Zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy w kierunku szczytu. Na początku klasyka beskidzka. Łąki, pagórki a potem gęsty, nudny las. Właściwie, to spodziewaliśmy się tego, z daleka widać było bezkresne połacie lasów i co tu dużo mówić, taki mamy klimat :) Początki nie są trudne, jednak rodziny z dziećmi w wózkach nie znajdą trasy na szczyt, która będzie im sprzyjała. Po pewnym czasie, idąc niebieskim szlakiem nachylenie zwiększa się znacznie i tak już pozostaje do samego szczytu. Po drodze na widoki nie ma co liczyć, a głodni wrażeń i przestrzeni muszą dzielnie przeć do góry. Tam czeka na Was wieża, z której widok rekompensuje poniesione trudy. Nie trudziłbym się jednak na górę, w trakcie gęstej mgły lub bardzo niskich chmur i kiepskiej pogody. Wtedy będziecie mogli tylko liczyć na wyobraźnię lub zdjęcia :) Zdecydowanie nie powinno wybierać się tam z wizytą kiedy nadciąga burza. Wieża to jeden wielki kawał metalu zwieńczony krzyżem, kochający przytulać pieruny jośniste.
Dochodząc do szczytu możecie zauważyć niewielką polanę z naszym celem na środku. Sytuacja z drzewami nie zmienia się zupełnie. Wieża na Jaworzu ma nieco ponad 29 m wysokości wraz z krzyżem. Górny taras jest na wysokości niecałych 16 m. To dość pokaźna wieża o solidnej konstrukcji metalowej, z powierzchniami w postaci kraty. Nie każdy będzie czuł się tam swobodnie. Dla ludzi z lękiem przestrzeni pierwsze lub drugie piętro będzie wydawać się wystarczającym wyzwaniem. Metalowa krata zupełnie nie poprawia komfortu psychicznego. Wychodząc na najwyższy taras stoimy ponad drzewami, mając przed sobą wspaniałą panoramę na Beskid Sądecki, Beskid Niski, Beskid Wyspowy, Pogórze Karpackie no i oczywiście, kiedy widoczność pozwoli Gorce i Tatry.
Nasza mała wycieczka na szczyt Jaworza, tradycyjnie musiała być doprawiona gorącym, dusznym powietrzem. Jednak widoki z górnego tarasu wieży szybko zdominowały naszą uwagę. Antoni dał radę wspiąć się na drugi taras. Renata i ja wskoczyliśmy na najwyższy taras. Mimo, że nie mam lęków związanych z przestrzenią i wysokością, taras na chwilę spowodował lekki dyskomfort swoją kraciastą, zwiewną naturą (to nic w porównaniu z radarem Duga w mieście Czarnobyl 2!). Szybko jednak mi przeszło i skupiłem się na widokach. Renata miała ciut więcej oporów przed swobodnym poruszaniem się, ale dała radę po chwili oderwać się od środkowej barierki i już było dobrze.
walka z lękami
Nie czytaj jeżeli od samych myśli na temat wysokości i przestrzeni czujesz mdłości. Wieża na Jaworzu to bezpieczne i dobre miejsce na walkę z lękiem przestrzeni. Można delikatnie i powoli zwiększać wysokość. Wychodzisz na pierwsze piętro, siadasz na schodach i czekasz w pełni kontrolując proces. Kilka minut później idziesz wyżej. Bardzo powoli przyzwyczajając się do przestrzeni i wysokości. Pamiętaj aby nie zamykać oczu i patrzeć w dal. Inaczej się nie uda. Zamknięcie oczu spowoduje szok i zawrót głowy, nogi zamienią się w rozgotowany makaron, a nie o to chodzi. Pamiętaj, w momencie pojawiania się zawrotów głowy i miękkich nóg, siadaj natychmiast na kracie. Upadek ze schodów nie jest przyjemnym doświadczeniem. Wieża jest solidna i ma wysokie barierki a jej konstrukcja zapewnia dużo miejsca do poruszania się. Kiedy dotrzesz na wyższe tarasy, możesz odczuć dumę z łamania własnych lęków. Warto tam posiedzieć i się przyzwyczaić. Powolutku, bez pośpiechu. Tu nie ma nic nienormalnego. Ludzie nie są przyzwyczajeni do poruszania się na wysokości z szerokim, odległym horyzontem. Dodatkowo strach potęguje poczucie, że możemy fiknąć za barierkę. To zupełnie naturalne uczucie. Jednak bariery na wieży są wyżej niż standardowe balkonowe lub w innych, niższych miejscach. Zatem nie ma się czego tu obawiać, chyba, że masz 2.50 m wzrostu. Jest jeszcze jedna sprawa, którą warto wziąć pod uwagę. Jeżeli jest choćby lekki wiatr, wieża ma tendencję do bujania się. Jedni to lubią inni nie. Zakładając, że nie wieje halny, tylko jest lekki wiaterek, spokojnie można wchodzić. Wieża jest solidna, zdecydowanie bardziej pewna niż jej drewniane odpowiedniki i nigdzie nie odleci. Pamiętajcie, że konstrukcja musi spełniać normy budowlane, które są bardzo wyśrubowane i zapewniają duży margines bezpieczeństwa.
Warto poznać lęk w bezpiecznym miejscu a potem go powoli i świadomie zwalczać. Oczywiście warto do tego podejść z dystansem i rozwagą. Jeżeli odczuwasz zbyt intensywne niedogodności, natychmiast zaprzestań. Warto też, aby osoby towarzyszące były wspierające i odpowiedzialne. Drwiny, wymuszanie i popędzanie jest niedopuszczalne i zrobi więcej szkód niż pożytku.
Jak dostać się do Wieży na Jaworzu?
Wieża na Jaworzu jest otwarta i nie wymaga opłaty aby na nią wejść. Tuż przy wieży jest mała polana, na której można posiedzieć i odpocząć. Droga od parkingu na szczyt nie jest długa, średnio z przystankami zabiera w okolicy 1.5 godziny wolnym krokiem. Na szczyt prowadzi niebieski szlak. Warto zabrać coś do pinia, szczególnie w upalne dni.
Tu możesz wyznaczyć szybko trasę dojazdu w Mapach Google. Trzeba dojechać do Boguszy a następnie kierować się w stronę Binczarowej, lub odwrotnie, w zależności, od której strony się podjeżdża. Mniej więcej w połowie drogi pojawią się pola i skręt w stronę góry. Niedaleko od drogi, na pieszej trasie przy polu, po lewej stronie znajduje się kapliczka „Na Bacówce”. Dalej trzeba się kierować w stronę lasu, idąc niebieskim szlakiem. Na szczyt można dotrzeć także niebieskim szlakiem od Ptaszkowej lub zielonym od Grybowa. Jednak to jest kawał drogi. My wybraliśmy najkrótszy ale najbardziej stromy.












